# Dziś Niedziela Palmowa. Jak dobrze słuchać Męki Pańskiej?

Opublikowano: 24.03.2018  
Adres: https://lezajsk.przemyska.pl/aktualnosci/dzis-niedziela-palmowa-jak-dobrze-sluchac-meki-panskiej/  
Źródło: Parafia Świętej Trójcy w Leżajsku

"Za mało jest już w nas muzyki, aby zatańczyło w nas życie’ ( Luis F. Celine). "Potem wrócił i zastał ich śpiących" (Mk 14, 37). W Niedzielę Palmową w Kościele słuchamy opisu Męki Pańskiej. I to na kilka dni przed jej liturgicznym przeżywaniem. Kryje się w tym jakaś mądrość. To przygotowanie dalsze. Rozpoczęcie czuwania z Panem. Spojrzenie z lotu ptaka. Powolne oswajanie się z niełatwą tajemnicą, która odsłania się stopniowo. **Myślę, że o coś podobnego chodzi Kościołowi w liturgii Niedzieli Palmowej.** Mamy zamienić się w słuch, zamknąć usta, przestać myśleć o wszystkim i o niczym, zatrzymać w sobie to, co nas ciągle rozprasza. Męka Chrystusa zawsze będzie nas przerastać. Zawsze będzie w niej coś, czego nie rozumiemy, co nas odpycha, co powoduje bezsilność i chęć ucieczki. Nie różnimy się w tym punkcie niczym od apostołów, którzy na widok tego, co się działo, opuścili Jezusa i pouciekali. Jak jednak słuchać Męki? Przede wszystkim, aktywnie. Istnieje wiele sposobów uważnego i zaangażowanego słuchania. Na przykład, można potraktować Mękę jako lekcję rozeznawania duchowego. Widać w niej (bardziej narzucające się) działanie złego, które Jezus nazywa "panowaniem ciemności" (Por. Łk 22, 53) i (mniej oczywiste), ale równie obecne działanie Boga, czyli panowanie światłości. Takie podejście do Męki Jezusa zaleca Katechizm Kościoła: "Właśnie podczas męki, gdy miłosierdzie Chrystusa odniesie zwycięstwo nad grzechem, najlepiej ukazuje on swoją siłę i różnorodność: niedowiarstwo, morderczą nienawiść, odrzucenie i drwiny ze strony przywódców i ludu, tchórzostwo Piłata i okrucieństwo żołnierzy, zdradę Judasza tak dotkliwą dla Jezusa, zaparcie się Piotra i odejście uczniów. Tymczasem w **godzinie ciemności** i władcy tego świata ofiara Chrystusa **staje się w tajemniczy sposób źródłem, z którego wytryśnie niewyczerpane przebaczenie naszych grzechów" (KKK, 1851).** Opis Męki Pańskiej demaskuje najpierw przewrotne działanie zła, abyśmy sami nie dali się wkręcić w jego miażdżące tryby, to znaczy, nie stali się nigdy jego narzędziami. Proces i Męka Jezusa dzieje się w imię dobra, źle rozpoznanego przez Jego oskarżycieli. Przecież chodzi o ochronę narodu, o zachowanie tak a nie inaczej przeżywanej religii, ostatecznie o wewnętrzny opór zaślepionego człowieka. Wszystkie chwyty są wtedy dozwolone, bo uzasadnione wyższymi racjami: przemoc psychiczna i fizyczna, mechanizm kozła ofiarnego, zagłuszanie sumienia przez krzyk i opinię publiczną, wykorzystanie przewagi nad słabym, przekupstwo, powoływanie się na samego Boga. Równocześnie w dziwnym zachowaniu Jezusa, który niewiele mówi, a zdecydowanie więcej milczy i poddaje się dobrowolnie oprawcom, odsłania się dyskretne działanie Boga. Tu właśnie poznajemy, jakie są kryteria dobrego działania, zwłaszcza w tak ekstremalnej sytuacji. **W po ludzku niezrozumiałej bezsilności Chrystusa, którą łatwo utożsamić z rezygnacją i porażką, dzieje się coś, czego nigdy do końca nie pojmiemy na tym świecie.** Nawiązuje do tego jedna z modlitw, którą prezbiter lub biskup odmawia po cichu tuż przed przyjęciem Ciała i Krwi Pańskiej podczas Eucharystii. A zaczyna tę prośbę w następujący sposób: "Panie Jezu Chryste, Ty z woli Ojca, za współdziałaniem Ducha Świętego, przez swoją śmierć dałeś życie światu". Czy to zdanie nas nie zdumiewa? W ciągu niespełna jednej doby, kiedy Chrystus przechodził przez swoją Mękę i Śmierć, właśnie wtedy i w ten sposób dawał życie. Jak to możliwe? Jak to pojąć? Jakżeż przez śmierć można dać życie? I to jeszcze tak okrutną? Przecież nam cierpienie, a potem śmierć, kojarzy się z kresem życia, z jego rozpadem, z zamknięciem dalszych możliwości rozwoju. Śmierć sama w sobie pozbawia nas wszelkiego działania, czyni nas pasywnymi. Śmierć sprawia, że wszystko musimy wypuścić z rąk. Jakżeż w tej pasywności można jeszcze coś przekazywać? Co sprawia, że Jezus w swoim cierpieniu i śmierci przekazuje niewidzialne życie wszystkim ludziom? **Skoro śmierć wydaje nam się totalnym brakiem działania, unieruchomieniem, można powiedzieć, że Chrystus dawał nam życie nie przez to, co robił, ale przez to, jaki był podczas Męki i na krzyżu.**To nie śmierć rodzi życie, ale moc Boża, czyli miłość, która uwidacznia się w słabości i pozornej nieaktywności Jezusa wobec grzesznych ludzi, potrafi przez bramę śmierci przenieść życie. Zdecydowanie łatwiej zauważamy owoce naszej aktywności w tym, co tworzymy, co zależy od nas, co sami inicjujemy i zmieniamy. Paradoks polega na tym, że Bóg dopiero wtedy zaczyna bardziej w nas działać, gdy stajemy się słabi i wydaje nam się, że życie bezpowrotnie z nas uchodzi. To ukryte i dyskretne przekazywanie życia pośród cierpienia i śmierci chyba najlepiej pokazuje w swojej relacji Męki św. Łukasz. Jezus mimo pozornej bezsilności od początku próbuje ratować grzeszników. Już przy pojmaniu stawia pytania Judaszowi i tym, którzy przyszli Go pojmać. Może się jeszcze zastanowią. Modli się za Szymona, aby wrócił po upadku. W znaku milczenia daje nawet szansę Herodowi. Upomina płaczące niewiasty. Przebacza wszystkim oprawcom. Kanonizuje pierwszego świętego w historii Kościoła, czyli Dobrego Łotra. **A tuż przed Jego śmiercią, za plecami tych, którzy krzyżują, rozdziera się zasłona w świątyni, symbolicznie otwierająca dostęp do Boga dla wszystkich, którzy wierzą w Chrystusa.** Poganin, rzymski setnik, patrząc na sposób umierania Jezusa, wyznaje wiarę w Niego. A Józef z Arymatei, który był członkiem Wysokiej Rady i faryzeuszem, zdejmuje Jezusa z krzyża i grzebie Go bohatersko we własnym grobie. Właśnie w tym widać, że "wiara nie całkiem umarła, słońce nie całkiem zaszło" - jak napisze kard. Ratzinger. **Bardzo łatwo w oceanie ludzkiego okrucieństwa przeoczyć te znaki Bożego działania.** Potrzeba do tego specyficznych okularów. Jednak podobnie Bóg działa w naszym życiu. Możemy jednak tego w ogóle nie zauważać. Zło jest krzykliwe. Śmierć wydaje się potężniejsza. Cierpienie bardzo skupia nas na sobie. Jak w tym dojrzeć Życie? Jak usłyszeć jego muzykę w sobie, kiedy wkoło tyle zgiełku, huku i dysharmonii? Na liturgii mamy szansę poćwiczyć tę umiejętność, abyśmy usłyszeli melodię Życia, które nigdy nie umiera.

(Deon.pl)
